| Poleć znajomemu
Nasze opracowania


Operacja Łódzka 1914r. jako temat współpracy polsko-rosyjskiej.
Michał Jagiełło

Kiedy zacząłem zajmować się „operacją łódzką” z listopada 1914 r. pod kątem jej wykorzystania jako atrakcji turystycznej regionu, zastanowiło mnie, czy i w jakim stopniu znana jest w Rosji. O ile dysponujemy bowiem materiałami historycznymi nt bitwy w postaci dokumentów, fotografii czy opracowań naukowych, o tyle wiedza, pamięć i świadomość współczesnych Rosjan o tym wydarzeniu pozostawała białą plamą. Dlatego postanowiłem to sprawdzić. Moim celem było dotarcie do żyjących potomków tych żołnierzy, którzy walczyli pod Łodzią. Zacząłem od penetracji Syberii, jako że najtragiczniejszy los spotkał 6 Dywizję Syberyjską, doszczętnie rozbitą 23 listopada w rejonie Gałkowa. Jeden z jej pułków, 24 syberyjski pułk strzelców, stacjonował przed wojną w rejonie Chabarowska. Napisałem do mera tego miasta prośbę o zainteresowanie miejscowej prasy moim apelem. Aleksander Gorbunow, sekretarz prasowy mera, skierował komunikat do mediów. Pojawił się w wielu gazetach syberyjskich, a także w internetowych serwisach informacyjnych wiosną 2006 r.

Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że mimo rewolucji październikowej, II wojny światowej, stalinizmu i prawie 80 lat nieobecności I wojny światowej w oficjalnej historii Rosji, ludzka pamięć jest żywa. Zacząłem dostawać maile od Rosjan, których dziadkowie i pradziadkowie walczyli i ginęli pod Łodzią. Uruchomił się prawdziwy łańcuch ludzi dobrej woli. Świat stał się nagle bardzo mały. Tego samego dnia przychodziły listy z Chabarowska, Irkucka, Moskwy, Czelabińska, Wilna i Paryża. Wszyscy deklarowali pomoc w poszukiwaniach nazwisk poległych, podawali kolejne adresy. Nieocenionym pomocnikiem stała się Walentina Bondariewa, wicedyrektor Muzeum Krajoznawczego w Krasnojarsku. Bez żadnych oficjalnych pism, z marszu uruchomiła projekt badania archiwów syberyjskich. Po kilku miesiącach dostałem listę ponad dwustu nazwisk żołnierzy-Sybiraków, poległych pod Łodzią. Walentina i jej koledzy dotarli do archiwów, do których nikt nie zaglądał od lat 20-tych XX wieku. Ona też zorganizowała w listopadzie 2006 r. telemost z Krasnojarskiem. W ramach „nocy muzeów” Krasnojarsk łączył się z wybranymi miastami: Baltimore w USA, szwajcarskim Bernem i właśnie z Łodzią. „Niski wam pokłon od Syberii za pamięć o naszych żołnierzach” - usłyszeliśmy. Telekonferencja pozwoliła nawiązać kontakt z Polonią w Krasnojarsku, władzami samorządowymi i grupą rekonstrukcji historycznej z I wojny. Wspólne założenie było jedno: my w Łodzi porządkujemy cmentarze wojenne z 1914 roku, Rosjanie w Krasnojarsku zaopiekują się równie zaniedbanymi cmentarzami polskimi u siebie. W czerwcu br. dowiedziałem się, że powstała tam już monografia nekropolii z 1841 roku, i że zostaną podjęte prace porządkowe. Także w Krasnojarsku za pamięć o żołnierzach z I wojny dziękował prawie 80-letni Wiktor Aferenko, którego ojciec poległ pod Łodzią w ówczesnej wsi Rogi.

Z Harbinu w Chinach napisała Julia Raguzina, redaktor naczelny czasopisma „Rosyjska Atlantyda”. Odnalazła w Czelabińsku Wierę Tokmakową, wnuczkę pułkownika Aleksandra Mandryki, dowódcy 24 pułku syberyjskiego. To on dowodził w walce pod Gałkowem, kiedy z całego pułku zostało przy życiu 15 żołnierzy. Dzięki wnuczce poznałem późniejsze losy oficera: walczył z komunistami po stronie Białej Armii, zmarł na emigracji w Harbinie w 1937 r.

Po przeczytaniu mojego apelu w internecie napisał do mnie Walentin Juszko, lekarz z Moskwy, historyk-amator. W sierpniu ub. roku przyjechał do Łodzi. Odwiedził też rejon bitwy gorlickiej. Był niejako pierwszym turystą, którego sprowadziła do Łodzi bitwa z 1914 r. Dziś Walentin pomaga szukać materiałów o „operacji łódzkiej” w archiwach moskiewskich, do których ma stały dostęp. Z Francji napisał Władimir Jagiełło, duchowny prawosławny, kierujący cerkwiami w Paryżu i Nicei. Zadeklarował pomoc w poszukiwaniach materiałów i kontakty w środowisku potomków rosyjskiej emigracji. Sam jest wnukiem huzara i potomkiem lekarza na dworze carycy Katarzyny II. Udzielił błogosławieństwa wszystkim ludziom, którzy starają się przywrócić pamięć o poległych przed 93 laty i ocalić miejsca ich spoczynku.

„Nazywam się Ilja Chochłow, jestem współpracownikiem Uniwersytetu w Nowgorodzie, kandydatem nauk historycznych. Niedawno ze zdziwieniem przeczytałem w internecie pańską informację, że są dziś w Polsce ludzie, którzy pamiętają o żołnierzach, dawno zapomnianych w ojczyźnie. Sądzę, że na pana adres napłynęło już wiele ciepłych słów, do których z radością się przyłączam. Chcę życzyć panu i pańskim przyjaciołom wszelkiej pomyślności. Zbieram materiały dotyczące historii pułków 22 dywizji, które w latach 1864-1914 stacjonowały w Nowgorodzie i guberni nowgorodzkiej. Jestem gotów udostępnić całą dokumentację, jaką udało mi się zgromadzić. Będę bardzo rad, jeśli przyczynię się w jakikolwiek sposób do powstania muzeum „operacji łódzkiej” w Polsce. Zgłaszam pełną gotowość współpracy z panem w każdej postaci”.

Takich listów przychodzi coraz więcej. Wasilij Tiurin mieszka w Wilnie. Jest prawnukiem Pawła Zacharowa, generała, dowódcy 55 dywizji piechoty. Dywizja ta padła ofiarą pierwszego na wschodzie ataku gazowego pod Bolimowem w maju 1915 r. Zginęło wówczas 9 tysięcy żołnierzy rosyjskich. - Serdecznie dziękuję za pamięć - pisze Tiurin i przysyła materiały dotyczące udziału dywizji w walkach.

Igor Ładygin, historyk z Nowosybirska, zajmuje się pułkami syberyjskimi. To kolejny „żołnierz I wojny”, który włącza się do działań na rzecz przypomnienia naszej łódzkiej bitwy. Wszyscy wskazują przydatne strony internetowe, przysyłają dokumenty, na jakie natrafiają w swoich poszukiwaniach, fotografie. W zamian proszą o zdjęcia miejsc dawnych walk, cmentarzy, mogił z nazwiskami lub przynajmniej numerami pułków. Jeśli na cmentarzu w Wiączyniu znajduje się kamień z napisem „dzielny oficer 250 pułku”, to z pomocą rosyjskich korespondentów będzie można ustalić nazwisko oficera. A już wiadomo, że chodzi o 250 pułk Bałtijski, który stacjonował przez I wojną na Ukrainie. Zachowały się listy z nazwiskami kadry dowódczej. To może doprowadzić do kontaktu z potomkami poległego i wzbogacenie „banku informacji” o dalsze fakty, a więc poszerzyć naszą wiedzę o wydarzeniach sprzed 93 lat.

Zwykli ludzie pamiętają o swoich przodkach. Jest to najczęściej wiedza fragmentaryczna. Ogranicza się do przekazu rodzinnego, że np. czyjś dziadek walczył lub poległ pod Łodzią. Ale o samej bitwie wnuk nie wie nic, podobnie jak do niedawna my. Stąd prośby o informacje na temat samych walk, o zdjęcia dawnych pól bitewnych, o wskazanie polskich źródeł wiedzy na ten temat. Wszystkie listy są bardzo życzliwe, płyną podziękowania i propozycje współpracy. Także na szczeblu miast i regionów. Chęć nawiązania kontaktów wyraziły już władze Krasnojarska, Chabarowska i Irkucka. Uważam, że należy poważnie przedyskutować tę kwestię i ustalić formy tych kontaktów. Oczywiście najważniejsze jest, żeby dawna bitwa zaczęła przyciągać do Łodzi i gmin turystów ze Wschodu, zainteresowanych historią. Moim zdaniem jest to możliwe nawet w odniesieniu do najdalszych części Rosji. Mamy ogromną szansę, żeby tu, w Łódzkiem, doprowadzić do autentycznie przyjaznych kontaktów polsko-rosyjskich, polsko-ukraińskich i polsko-niemieckich oczywiście. I wojna to wydarzenie tak odległe, że nie budzi żywych emocji. „Operacja łódzka” zapoczątkowała koniec zaborów ziem polskich. Dla nas była drogą do niepodległości. Tym bardziej zasługuje na ożywienie. Przypominając ją, przypominamy tysiące Polaków, którzy polegli w obu armiach. Na polach walk, które pogrzebały Łódź czterech kultur, możemy doprowadzić do ponownego spotkania tych kultur.

Jak? Przede wszystkim myślę o spotkaniach grup rekonstrukcji historycznej Polski, Rosji, Ukrainy, Niemiec, Austrii i innych krajów. Łódź może stać się centrum takich spotkań, a tereny bitwy - miejscem jej międzynarodowej inscenizacji. W Krasnojarsku działa stuosobowa grupa rekonstruktorów dywizji syberyjskiej z I wojny. Byli już w Polsce. Przyjechali do Malborka. Dlaczego nie do Brzezin, Koluszek, Gałkowa, Łodzi czy Wiączynia? Na to pytanie nie ma co odpowiadać, tylko sprawić, żeby przyjechali właśnie tu. Jeśli w sierpniu na zlot grup rekonstrukcji do Bornego Sulimowa mogło przyjechać 2,5 tys. turystów, to można sobie wyobrazić, ilu ściągałaby coroczna inscenizacja „naszej” bitwy i na przykład defilada historycznych oddziałów z całego świata na ul. Piotrkowskiej.

Dotychczas udało się jedno: nasze wspólne wysiłki sprawiły, że „operacja łódzka” zaczęła funkcjonować `w świadomości Rosjan jako wydarzenie historyczne. Największa bitwa manewrowa I wojny została przypomniana w ojczyźnie 110 tysięcy poległych tu żołnierzy. To my, Polacy, przywracamy Rosji kawałek jej tragicznej historii, zatarty po 1917 r. Ta swoista misja spotyka się ze zrozumieniem i wdzięcznością. Jak pisze Aleksander Gorbunow, sekretarz prasowy mera Chabarowska: „Chwała Bogu, że są w Polsce ludzie, którym nie jest obojętna pamięć o naszych żołnierzach! Dziękujemy wam za tak szlachetne czyny. To najlepszy dowód, jaki jest prawdziwy stosunek Polaków do Rosjan i jak bliskie więzy łączą nasze narody niezależnie od wszelkich zawirowań politycznych.”

I chyba te życzliwe kontakty, te przyjazne listy i podziękowania od Moskwy po Chabarowsk to najważniejsze zwycięstwo żołnierzy, którzy 93 lata temu polegli pod Łodzią.
Lista opracowań

Operacja Łódzka w 1914 r. (100-lecie Bitwy Łódzkiej)

ks. dr hab. Mieczysław Różański, UMW


Wspomnienia dziadka Stefana

Michał Konopczyński


"Opreacja Łódzka" jako przykład ważnego wydażanie historyczno - militarnego

dr Piotr Marciniak


Współpraca polsko - rosyjska w kontekście działań, związanych z "Operacją Łódzką"

Michał Jagiełło


„W szeregach rosyjskich walczyłem ... ale tylko dla Polski!"

Wieńczysław Kowalski


Sytuacja na froncie rosyjsko – niemieckim w przededniu Operacji Łódzkiej

Dr Piotr Marciniak


Walki w okolicach Gałkowa 23-24 listopada 1914 roku.

Dominik Trojak


Cmentarze z I wojny światowej jako walor antropogeniczny okolic Łodzi.

Blanka Gosik


Operacja Łódzka 1914r. jako temat współpracy polsko-rosyjskiej.

Michał Jagiełło